Czas się skurczył!
OpublikowanoTo zaś mówię, bracia: Czas został skrócony.
Wierzę, że gdyby apostoł Paweł żył dzisiaj, to żarliwie pragnąłby uświadomić nam, podobnie jak uczynił to w przypadku korynckich chrześcijan, że czasu mamy znacznie mniej, niż nam się wydaje. Czas bowiem został skrócony – skurczył się! Jest go tak mało, że z pewnością nie wystarczy go na zrobienie wszystkiego, co sobie wymarzyliśmy, na osiągnięcie każdego ambitnego celu, który sobie wyznaczyliśmy. Będziemy musieli dokonywać wyborów. Pewne rzeczy zostawić, a innymi się zająć. Kluczowe znaczenie ma to, aby rozpoznać te sprawy, które są najważniejsze, i nie zaniedbać ich.
I oto modlę się […], byście umieli poddawać próbie i rozpoznawać rzeczy ważne (Flp 1,9-10).
Jezus bardzo uprościł nam zadanie, dając tak naprawdę tylko jedno nowe przykazanie, w którym streścił całe swoje nauczanie odnośnie naszych wzajemnych relacji:
Daję wam nowe przykazanie: Kochajcie się wzajemnie; kochajcie jedni drugich tak, jak Ja was ukochałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością” (J 13,34-35).
Wzorem naszego Pana mamy kochać naszych współmałżonków, dzieci, rodziców, braci i siostry w kościele – zarówno tych, których lubimy, jak i tych, którzy nas denerwują i ranią. Nasza miłość ma sięgać nawet naszych wrogów. W razie wątpliwości wystarczy spojrzeć na krzyż. Bez Bożej miłości, która wraz z krwią wypłynęła z ran Chrystusa, Kościół jest tylko miedzią, co dźwięczy, lub hałaśliwym cymbałem (1 Kor 13,1). Taki Kościół nie ma temu światu nic do zaoferowania – jest niczym (1 Kor 13,2).
Miłość Chrystusowa, rozlana w naszych sercach przez Ducha Świętego (Rz 5,5) i wypływa z nas jak rzeki wody żywej (J 7,38-39), to droga, którą wyznaczył nam Bóg. Dla naszego Pana stanowi absolutny priorytet. Oczekuje On, że będziemy sobie nawzajem okazywać Jego miłość i nieść ją ludziom wokół nas. Tylko wtedy będziemy światłem tego świata i solą ziemi. Na Bożą miłość zawsze musimy znaleźć czas. To ona musi być na pierwszym miejscu. Jeśli w naszych relacjach z ludźmi znajdziemy się na rozstaju dróg i nie chcemy zbłądzić, wybierzmy miłość. Tak postąpił Chrystus. Nie przestał okazywać miłości swoim uczniom i zgubionemu światu nawet wówczas, gdy konał przybity do krzyża.
Jezus bardzo jasno wyraził również swoją ostatnią wolę. Tuż przed swoim wniebowstąpieniem wydał uczniom jednoznaczne polecenie:
Idźcie do najdalszych zakątków świata i głoście tam dobrą nowinę wszystkim bez wyjątku (Mk 16,15).
Największym przejawem miłości w stosunku do osób niewierzących jest przekazanie im Ewangelii. Kościół nie może twierdzić, że kocha ludzi, jeśli nie głosi im Chrystusa i Jego zbawczego dzieła na krzyżu. Wypełnienie Wielkiego Nakazu Misyjnego powinno być bez wątpienia naszym nadrzędnym celem. Musimy na to znaleźć czas i środki. Jednak niezachwianą motywację do wykonania tego zadania znajdziemy tylko w miłości Chrystusowej.
W obydwa te wielkie i priorytetowe zadania okazywania miłości i głoszenia Dobrej Nowiny wpisuje się troska o naszych braci i siostry, którzy z powodu wierności Jezusowi znoszą prześladowania. Jeśli ich naprawdę kochamy, to nie pozostaniemy obojętni na ich los. Będziemy chcieli dowiedzieć się, co u nich słychać, abyśmy mogli precyzyjnie i strategicznie się za nich modlić oraz okazywać im praktyczne wsparcie tam, gdzie go najbardziej potrzebują. Zrozumiemy, jak ogromne znaczenie ma dla nich fakt, że pamiętamy o nich i nasze serca są z nimi zespolone miłością Chrystusową. Ta świadomość dodaje im sił i motywuje, aby podzielić się Ewangelią z kolejną osobą – nawet jeśli spotka się to z ostrym sprzeciwem.
Bez wątpienia, nasz czas się skurczył. Wiele spraw, które jeszcze wczoraj wydawały nam się arcyważne, trzeba będzie wyrzucić za burtę. Nie możemy jednak zapomnieć o naszych prześladowanych braciach i siostrach w Chrystusie. Dla nich zawsze powinniśmy znaleźć czas.
Pamiętajcie o więźniach, jakbyście sami byli więźniami, oraz o prześladowanych, ponieważ też jesteście w ciele (Hbr 13,3).
Maciej Wilkosz