ŚWIATŁO EWANGELII PŁONIE W UKRAINIE

Opublikowano

 

W sobotę 23 maja wczesnym popołudniem potężny rosyjski dron Shaded uderzył w budynek zaprzyjaźnionego z nami Kościoła Światło Ewangelii w Bałakliji na wschodzie Ukrainy, który w czasie toczącej się wojny regularnie odwiedzamy i wspieramy w służbie. Budynek stanął w płomieniach i niemal doszczętnie spłonął. Dzięki Bogu nikt nie zginął ani nie odniósł obrażeń, choć w chwili uderzenia drona w budynku przebywał pastor kościoła Aleksander Salfetnikow wraz z niedużą grupą osób, które przygotowywał do przystąpienia do chrztu. Nie ma żadnej wątpliwości, że był to kolejny celowy atak Rosji, która tylko w ostatnich tygodniach zniszczyła przynajmniej trzy budynki należące do ukraińskich kościołów ewangelicznych. Nie wykluczamy, że celem był również pastor tego kościoła.

Kościół Światło Ewangelii jest położony na dużej otwartej przestrzeni, otoczonej z jednej strony osiedlem mieszkaniowym, a z drugiej osiedlem domów jednorodzinnych. Nie ma więc mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Celem było zniszczenie zaplecza logistycznego, jakim dysponował kościół, który w czasie wojny stał się prawdziwym centrum ewangelizacji i służby, obejmujących nie tylko samo miasto, ale również wiele okolicznych miasteczek i wiosek i sięgających nawet do przyfrontowych miast, wiosek i osad w rejonie donieckim. Budynek kościelny na co dzień tętnił życiem. Prowadzono w nim nie tylko nabożeństwa, na których gromadziło się nawet dwieście osób, lecz także służbę wśród młodzieży i dzieci, grupy biblijne, służbę dokarmiania głodnych i wiele innych.

Gdy w 2022 r. Bałaklija znalazła się na osiem miesięcy pod rosyjską okupacją, władze okupacyjne skonfiskowały budynek Kościoła Światło Ewangelii i rozgrabiły jego mienie. Skradziono wszystko, czego wiernym nie udało się wcześniej ukryć. Pastor kościoła, Aleksander Salfetnikow, został aresztowany i przez dwa dni był brutalnie bity i torturowany. Jak sam opowiada, to cud, że przeżył. Gdy został wypuszczony z więzienia, udało mu się wraz z żoną przedostać na tereny kontrolowane przez Ukrainę, lecz zaraz po wyzwoleniu Bałakliji powrócił do swojego kościoła, aby na nowo podjąć służbę. Z wielkim sercem, pokorą i oddaniem, narażając własne życie, głosił Słowo Boże zarówno w swoim rejonie, jaki i w przyfrontowych miastach obwodu donieckiego.

Gdy skontaktowaliśmy się z nim niedługo po wybuchu drona, powiedział poprzez łzy złamanym głosem: „Pozdrawiam Was i cały Wasz zespół. Nie wiem, co powiedzieć. Mam wiele pytań i niewiele odpowiedzi. Ale Bóg zachował życie. W budynku kościoła nie ma ani jednego żywego miejsca. Panie, pomóż nam przez to przejść. Dziękuję, że jesteście z nami, że nas kochacie. Wróg się nie uspokaja, ale Pan jest mocniejszy. On zbudował ten kościół i On go ochroni. Dziękuję Wam bardzo i obejmuję Was”.

Następnego dnia rano w porze niedzielnego nabożeństwa pastor Aleksander z grupą kilkudziesięciu wiernych zebrali się w holu wypalonego budynku kościoła, aby zacząć usuwać zgliszcza i ocenić, co jeszcze mogłoby się nadać do użytku. Razem zaśpiewali pieśń, której słowa w języku polskim przytaczamy:

O, jakże kocham Twój
Najświętszy Boże dom
Ten żywy kościół z ludzkich dusz,
zbawionych Twoją krwią

Jak oka strzeżesz go,
Ten cenny klejnot Twój
Zasłaniasz od napaści zła,
O, drogi Boże mój

Ja pragnę zawsze mieć
Z kościołem łączność Twym
Radości i ciężary nieść
W dniu dobrym jak i złym

A gdy się skończy już
Pielgrzymki ziemskiej znój
Wraz z milionami świętych dusz
Mnie przyjmiesz Boże mój