Richard Wurmbrand
Męczennicy Chrystusowi · OpublikowanoW więzieniu nie miałem Biblii. Zapomniałem, co ona mówi. Zapomniałem o całej mojej teologii. Jednak, co do następujących rzeczy mam całkowitą pewność:
Po pierwsze, istnieje żywy Bóg, który jest naszym kochającym Ojcem.
Po drugie, Jezus Chrystus jest Zbawicielem i Oblubieńcem naszych dusz.
Po trzecie, Duch Święty działa w nas, czyniąc nas coraz bardziej podobnymi do Chrystusa.
Po czwarte, z całą pewnością istnieje życie wieczne. I na koniec, miłość to najlepszy sposób na życie. Oto, czego nauczyłem się w więzieniu.
Słowa, jakie wypowiedział Richard Wurmbrand do swojego syna po wyjściu z więzienia.
Urodzony w rodzinie żydowskiej. W młodości lekkoduch i ateista, po nawróceniu bezgranicznie oddany Chrystusowi pastor i ewangelista. Zdeklarowany przeciwnik nazizmu i komunizmu. Bity i więziony zarówno przez rumuńskich faszystów w czasie drugiej wojny światowej, jak i komunistów po objęciu przez nich władzy. Nigdy nie przestał kochać ludzi, nawet swoich oprawców. Głosił ewangelię hitlerowskim i radzieckim żołnierzom. Pozyskał dla Chrystusa nazistę, odpowiedzialnego za wymordowanie żydowskiej rodziny jego żony Sabiny, i pułkownika rumuńskiej bezpieki, który go torturował w więzieniu, gdzie w sumie spędził ponad czternaście lat.
W książce „Torturowani z powodu Chrystusa” napisał: Jeśli rozdepczesz kwiat pod stopą, w zamian obdarzy cię swoim zapachem. Podobnie chrześcijanie torturowani przez komunistów odwzajemniają się swoim oprawcom miłością. Wielu z naszych strażników więziennych przyprowadziliśmy do Chrystusa. Przyświeca nam tylko jeden cel – aby komunistom, z powodu których cierpieliśmy, dać to, co mamy najlepszego: zbawienie od naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Gdy w 1965 r. razem z rodziną wydostał się spoza żelaznej kurtyny i dotarł do Norwegii, tamtejsi lekarze stwierdzili, że jest „żywym cudem”. Z przeprowadzonych przez nich kompleksowych badań wynikało, że już dawno powinien był umrzeć w wyniku obrażeń, jakie zadano mu podczas tortur, i chorób, przez które przeszedł w więzieniu. Dożył jednak dziewięćdziesięciu jeden lat i odszedł do Pana 17 lutego 2001 r., zaledwie pół roku po śmierci swojej ukochanej żony Sabiny, która przez całe życie wiernie służyła Chrystusowi u jego boku. Gdy był w więzieniu, samotnie wychowywała ich syna i prowadziła podziemną służbę w ich kościele. Z powodu swojego niezachwianego oddania Ewangelii została aresztowana przez komunistów i wysłana na trzy lata do obozu pracy, gdzie była szykanowana, maltretowana i zmuszana do katorżniczej pracy przy budowie kanału rzecznego. Pomimo bólu rozłąki z więzionym mężem i pozostawionym samemu sobie jedenastoletnim synem pozostała wierna Jezusowi i przyprowadziła do Niego wiele swoich współwięźniarek. Kochała ludzi, okazując przebaczenie i miłość nawet swoim oprawcom. Dla wielu pozostaje do dzisiaj przykładem Chrystusowej łagodności, pokory i wytrwałości.
Rumuńscy komuniści pozwolili Wurmbrandowi na wyjazd, a raczej przyjęli za niego „okup” w wysokości 10 tys. dolarów, zapłacony przez zachodnich chrześcijan, lecz postawili mu jeden warunek. Miał nie mówić o tym, co naprawdę dzieje się w komunistycznych więzieniach i jak surowo są traktowani wyznawcy Chrystusa. Służba bezpieczeństwa zagroziła mu, że jeśli się nie dostosuje, to porwą go z dowolnego miejsca na świecie, zawiozą z powrotem do Rumunii i skończą z nim, podobnie jak uczynili to już z innymi niepokornymi dysydentami.
Pastor Wurmbrand po raz kolejny nie podporządkował się dyrektywom komunistycznego reżimu i od pierwszych chwil na wolności zaczął otwarcie mówić o okrucieństwach popełnianych przez komunistów i ciężkich prześladowaniach, przez jakie chrześcijanie przechodzili za żelazną kurtyną. W wielu miejscach spotykał się niedowierzaniem, a nawet z jawnym sprzeciwem ze strony dość licznych w tamtym okresie w krajach zachodnich zwolenników ideologii komunistycznej. Gdy w maju 1966 r. składał zeznania w Waszyngtonie przed Senacką Podkomisją ds. Bezpieczeństwa Wewnętrznego, poproszono go o przedstawienie dowodów na prześladowania chrześcijan przez komunistów. W odpowiedzi ściągnął koszulę i pokazał czternaście głębokich blizn po torturach. Relacja z tego wydarzenia lotem błyskawicy obiegła cały ówczesny wolny świat.
Razem ze swoją żoną Sabiną podróżowali do wielu krajów, gdzie dzielili się swoim przejmującym świadectwem, przedstawiali dramatyczną sytuację prześladowanych chrześcijan, którzy cierpią z powodu wierności Jezusowi, i zachęcali do modlitwy za nich i okazywania im wszelkiego możliwego wsparcia. Ich przesłanie było proste:
Każdy, kto pragnie spotkać się z Jezusem, musi spotkać się z Nim w miejscach, w których bracia i siostry Jezusa są głodni, spragnieni, nadzy, niechciani, chorzy lub w więzieniu. Każdy, kto trzyma się z dala od takich miejsc, trzyma się z dala od Jezusa.
W odpowiedzi na apel ich serca w wielu krajach zaczęły spontanicznie powstawać misje, które stawiały sobie za cel niesienie pomocy prześladowanym chrześcijanom w ich cierpieniu i służbie. Większość z nich działa do dzisiaj. W Polsce do społeczności tych misji należy Głos Prześladowanych Chrześcijan, powstały już po śmierci Wurmbrandów.
Richard Wurmbrand całe swoje życie poświęcił głoszeniu Ewangelii. Pozostawał wierny swojemu powołaniu w czasie wojny i ucisku komunistycznego, na wolności i w więzieniu. Głosił Chrystusa za żelazną kurtyną i w świecie zachodnim. Do końca swych dni nie szczędził wysiłków, by wspierać w dziele zwiastowania Ewangelii wszystkich tych, którzy z tego powodu spotykali się ze sprzeciwem i represjami. Miał proste motto życiowe:
Nie pozwolimy nikomu na świecie, aby powstrzymywał ludzi przed przyjściem do Chrystusa.
Oprac. Maciej Wilkosz
Więcej o życiu i służbie Wurmbrandów można dowiedzieć się z książek: Richarda Wurmbranda „Torturowani z powodu Chrystusa” – nowe, poprawione wydanie właśnie się ukazało – i Sabiny Wurmbrand „W cierpieniu i nadziei”, oraz filmu „Torturowany z powodu Chrystusa”, którego polska wersja została przygotowana przez Oficynę „Vocatio”.