Zmęczony zwycięzca
OpublikowanoZmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości.
Długodystansowy biegacz narciarski po morderczym finiszu przecina linię mety jako pierwszy – i z wyczerpania pada na śnieg. Będzie potrzebować trochę czasu, by wyrównać oddech i dojść do siebie. Zdobył złoty medal olimpijski, ale na razie nie ma siły, aby w spektakularny sposób okazywać swoją radość. Jest zmęczonym zwycięzcą…
Tak naprawdę ciężko jest być zwycięzcą i nie być zmęczonym; chyba że stawka była niewysoka, a rywale słabi. Jednak po najwyższe laury mogą sięgnąć wyłącznie ci, którzy są gotowi zapłacić za to cenę nawet skrajnego wyczerpania. Tylko tacy sportowcy przechodzą do historii i stają się legendą.
Służba Bogu, jak i całe nasze ziemskie życie, to długodystansowy bieg przełajowy, pełen przeszkód, utrudnień, podbiegów i niespodzianek. Odczuwalne zmęczenie jest jego nieodłączną częścią. Właśnie dlatego Biblia mówi o „trudzie miłości” (1 Tes. 1,3), czyli motywowanej miłością ciężkiej pracy prowadzającej niekiedy nawet do skrajnego wyczerpania. Tego rodzaju znój jest dobrze znany matkom czuwającym przy łóżku swojego chorego dziecka.
Nie sposób prawdziwie kochać, nie odczuwając zmęczenia. Miłość to służba i poświęcenie dla drugiego człowieka, to wysiłek, który kosztuje nas utratę sił. Nasi bracia i siostry w Chrystusie, z którymi współpracujemy w krajach objętych prześladowaniami, są często zmęczeni. Nie upadają jednak na duchu, choć piętrzą się przed nimi kolejne wyzwania, a potrzeby, którym starają się sprostać, zdają się nie mieć końca.
Zmęczeni bywają również nasi krajowi pracownicy i wolontariusze, niekiedy ponad miarę obciążeni obowiązkami. Jednak motywowani miłością przygotowują kolejny pilny projekt, aby uratować zgwałconą nieletnią chrześcijankę czy otoczyć opieką rodziny wygnane ze swoich domów. Zmęczeni mogą być również nasi darczyńcy, którzy od lat hojnie wspierają naszą służbę na rzecz prześladowanych chrześcijan i oprócz słów wdzięczności za to, co już dzięki ich wsparciu uczyniliśmy, słyszą również o kolejnych potrzebach uwięzionych, pobitych czy wypędzonych wyznawców Chrystusa.
Zmęczony Jezus
W Ewangelii Jana 4,6 czytamy, że „Jezus, zmęczony podróżą, usiadł przy studni”. Bóg Wszechmogący stał się człowiekiem i na piechotę przemierzał stworzoną przez siebie ziemię, aż był na tyle zmęczony, że postanowił odpocząć. Wtedy właśnie podeszła Samarytanka. Jezus nie uczynił dla niej żadnego cudu, nie wygłosił płomiennego kazania, nie zorganizował kampanii ewangelizacyjnej, tylko z nią porozmawiał. Lecz dzięki tej krótkiej rozmowie ze zmęczonym Jezusem życie tej kobiety uległo całkowitej przemianie i to ona, pełna nowych sił, pobiegła do swojego miasta oznajmić wszystkim, że spotkała Mesjasza. Słowa, które wypowiedziała, dały początek duchowemu przebudzeniu.
Jezus był zmęczony, ale nie przestał kochać ludzi. Kiedy więc zobaczył tę kobietę i jej głęboką potrzebę przebaczenia i miłości, dobył sił i przez kilka minut z nią porozmawiał. Zrobił jedną prostą rzecz, która jednak przyniosła wielki plon. Podobnie i my, gdy jesteśmy zmęczeni, nie musimy wcale podejmować się wielkich wyzwań, które samym swym ogromem mogą nas przytłoczyć. Wystarczy, że przynagleni miłością zrobimy jedną prostą rzecz dla drugiego człowieka, którego Pan postawił na naszej drodze. Jezus naprawdę nie oczekuje od nas niczego więcej, bo przecież sam powiedział, że Jego „jarzmo jest miłe, a brzemię lekkie” (Mt 11,30). Taka jest właśnie droga do zwycięskiego życia.
Maciej Wilkosz