Strach czy wiara
Opublikowano
„Dzięki wierze […] nie przestraszyli się rozkazu króla”.
Gdy na mocy dekretu faraona – uważanego za boga i będącego niepodzielnym panem Egiptu oraz najpotężniejszym władcą ówczesnego świata – ich nowo narodzony synek miał zostać zabity, podobnie jak wszyscy inni rodzący się chłopcy hebrajscy, rodzice Mojżesza „nie przestraszyli się rozkazu króla”, lecz kierowani wiarą w Boga Jahwe postanowili ocalić swoje dziecko. Ich akt obywatelskiego nieposłuszeństwa w pozornie beznadziejnej sytuacji zmienił bieg historii w sposób tak potężny i wielowymiarowy, że niewiele wydarzeń w historii ludzkości może się temu równać. Mojżesz wyrósł na wielkiego przywódcę i wybawiciela swojego narodu, został wybitnym prawodawcą, któremu sam Bóg powierzył Dziesięć Przykazań, a jako prorok zapowiedział nadejście Mesjasza. Jego życie i dokonania do dzisiaj wywierają wpływ na życie miliardów ludzi na ziemi.
W Dziejach Apostolskich 5,27 arcykapłan udzielił reprymendy apostołom za głoszenie Ewangelii i przypomniał im, że żydowska Wysoka Rada surowo zakazała im nauczania w imieniu Jezusa. W odpowiedzi Piotr stwierdził stanowczo: „Trzeba być posłusznym bardziej Bogu niż ludziom” (Dz 5,29). Apostołowie doskonale rozumieli, że nie mogą być równocześnie posłuszni swojemu Panu Jezusowi Chrystusowi, który nakazał im czynić uczniami wszystkie narody (Mt 28,19), i religijnemu establishmentowi swoich czasów, który dla ochrony swoich partykularnych interesów tego właśnie im zakazał. Nie ulegli strachowi i pełni wiary w Boga kontynuowali swoją misję. Za swój akt obywatelskiego nieposłuszeństwo zapłacili najwyższą cenę, ale przesłanie o zbawieniu w Chrystusie dotarło poprzez wieki do naszych czasów, przynosząc przebaczenie, pokój i nadzieję niezliczonym rzeszom ludzi.
Do dzisiaj niewiele się zmieniło. Ajatollahowie w Iranie zabraniają głoszenia Ewangelii muzułmanom i posługiwania się na nabożeństwach językiem perskim, za nieposłuszeństwo karząc surowymi represjami i ciężkim więzieniem. Komunistyczna Partia Chin zakazuje nauczania religii dzieci do osiemnastego roku życia i ściśle monitoruje poczynania zarejestrowanych kościołów. Niepokorni muszą liczyć się z szykanami, nalotami policji i wysokimi wyrokami więziennymi. Wiele stanów w Indiach wprowadziło ustawy antykonwersyjne, które de facto penalizują dzielenie się Ewangelią, wszystko po to, aby powstrzymać dynamiczne rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa wśród najuboższych warstw społecznych. W Rosji i na terenach przez nią kontrolowanych wymagane jest bezwzględne podporządkowanie się kierunkom wyznaczanym przez Kreml, a spokojem mogą cieszyć się tylko ci, którzy skrupulatnie stosują się do zaleceń reżimu.
Także w świecie zachodnim, szczycącym się demokracją oraz wolnością sumienia i słowa, Ewangelia w coraz większym stopniu staje się solą w oku wielu wpływowych grup społecznych, które dążą do takiego przeformatowania przesłania Jezusa, aby bezproblemowo wkomponowało się ono w polityczną poprawność multikulturowej globalnej wioski. Chrześcijanie są w niej mile widziani pod warunkiem, że nie będą próbowali nikogo pouczać ani nawracać i raz na zawsze zapomną o wyjątkowości Jezusa – Boga-Człowieka, który jest jedynym Zbawicielem, kryterium prawdy i drogą do Ojca.
Ci jednak, którzy pragną pozostać wierni Chrystusowi, nie mogą zgodzić się na żadne tego typu ograniczenia. Ewangelia musi pozostać Ewangelią, światłość światłością, a ciemność trzeba nazywać po imieniu. W obliczu zbliżającego się powtórnego przyjścia Chrystusa Kościół musi pójść w ślady Jana Chrzciciela, który zapowiadał Jego pierwsze przyjście. Jan nie poprzestał na odprawianiu nabożeństw nad Jordanem, ale gdy wymagała tego chwila skonfrontował nawet samego króla Heroda z jego cudzołożnym i grzesznym życiem i powiedział mu prosto w twarz: „Nie wolno ci mieć żony brata swego” (Mk 6,18). To właśnie za ten akt obywatelskiego nieposłuszeństwa został znienawidzony, aresztowany, a potem ścięty. Za swoją wierność Bogu zapłacił własnym życiem, ale zarazem wskazał wielu swoim rodakom drogę do Baranka Bożego (J 1,29).
Maciej Wilkosz