Pięć pytań o chrześcijan na Ukrainie
Ukraina · OpublikowanoNiedawno wróciliśmy z kolejnego wyjazdu misyjnego na Ukrainę. Tym razem dotarliśmy do obwodu charkowskiego, niedaleko granicy rosyjskiej i linii frontu. Pojechaliśmy, aby dodać otuchy naszym braciom i siostrom w Chrystusie, którzy od ponad trzech lat nieprzerwanie służą w ekstremalnie ciężkich warunkach wojennych. Żyją w ciągłym stresie i zagrożeniu życia. Z powodu nieustannych rosyjskich nalotów nie mogą spać po nocach. Wokół siebie widzą śmierć, ból i strach. Opłakują swoich bliskich i z wyczerpania podupadają na zdrowiu. Analizują wieści z frontu i na wypadek, gdyby został przerwany, mają przygotowany plan ewakuacji. Wiedzą bowiem dobrze, że jeśli do ich miasta lub wioski wtoczy się na gąsienicach czołgów ruski mir, to czeka ich tylko terror i bezwzględne prześladowanie. Dla wielu z nich, zwłaszcza pastorów, oznaczałoby to wyrok śmierci. Mimo wszystko pozostają wierni swojemu powołaniu. My zaś za swój obowiązek uważamy okazywanie im wsparcia w ich życiu i służbie. Dla nas są umiłowanymi braćmi i siostrami w Chrystusie. Całym sercem pragniemy, aby światłość, jaką są w Chrystusie, jaśniała jak najwyraźniej w całej Ukrainie, zwłaszcza na terenach okupowanych przez Rosję. Modlimy się, aby dzięki ich świadectwu wielu uwierzyło w Jezusa Chrystusa i oddało Mu swoje życie.
I jeszcze parę słów o nich – o tym, czego nauczyliśmy się o nich i od nich, modląc się razem z nimi, wspólnie z nimi głosząc ewangelię, podróżując z nimi po całej Ukrainie, goszcząc w ich domach i kościołach, spożywając wspólne posiłki…
W co wierzą?
W żywego Boga, który w swoim Duchu jest obecny w nich i pośród nich. W Jezusa Chrystusa, który powstał z martwych i żyje na wieki. W żywy Kościół, który jest światłem Chrystusowym w mrokach wojny. W Ewangelię życia, która jest mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego, kto usłyszy i uwierzy.
Co kochają?
Kochają Boga i Jego Słowo. Kochają swoje rodziny, kościoły, naród i kraj. Kochają pokój. Kochają ludzi, którzy nie znają Chrystusa – biednych, porzuconych, zagubionych, zniewolonych.
Dlaczego cierpią?
Bo ruski mir na terenach okupowanych przez Rosję pozbawił ich wolności, zdelegalizował ich działalność, skonfiskował ich budynki, rozgrabił mienie kościelne, sterroryzował, wsadził do więzień, poddał torturom, wypędził z domów, a niektórych zabił.
Cierpią też, bo rosyjskie rakiety zabijają ich podczas snu w ich mieszkaniach lub w drodze na nabożeństwo. Bo rosyjskie drony polują na nich, gdy dowożą wodę i chleb bezradnym ludziom rozrzuconym w przyfrontowych osadach, wioskach i miastach. Cierpią, bo bezwzględna i brutalna wojna rozdzieliła ich z najbliższymi i przyjaciółmi, rozsianymi teraz często po całym świecie.
Co robią?
Modlą się. W pewnym zaprzyjaźnionym z nami kościele, mieszczącym się w miejscowości, która od początku wojny jest nieustannie ostrzeliwana przez Rosjan, pozostało trzydzieści osób, w zdecydowanej większości kobiety. Jednak od samego początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji ta nieduża społeczność prowadzi nieprzerwany łańcuch modlitwy 24/7.
Karmią się Słowem Bożym i wielbią Boga. Gromadzą się na nabożeństwach, nawet w miejscach położonych blisko frontu, w zasięgu rosyjskiej artylerii i dronów. Spotykają się w grupach domowych, organizują spotkania dla dzieci i młodzieży. Jak często? Cały czas.
Głoszą Ewangelię – milionom uchodźców wewnętrznych, choć niejednokrotnie sami musieli uciekać z terenów okupowanych lub objętych działaniami wojennymi; setkom tysięcy tych, którzy wciąż mieszkają blisko frontu i często są pozbawieni podstawowych środków do życia; osieroconym dzieciom i wdowom, których z każdym dniem przybywa; ludziom z domów zniszczonych przez rosyjskie rakiety, którzy w jednej chwili stracili swój dobytek i wszelką nadzieję; pensjonariuszom z domów opieki, o których często zapomnieli nawet najbliżsi; osobom uzależnionym od alkoholu i narkotyków, których niestety jest bardzo wielu; rannym żołnierzom w szpitalach i tym, którzy są na linii frontu, z dala od swoich żon i dzieci.
Czego potrzebują?
Nie są superbohaterami ani superchrześcijanami. Są ludźmi podobnymi do nas. Odczuwają ból i strach, targają nimi wątpliwości, popełniają błędy, potykają się i upadają, płaczą i ulegają przygnębieniu, niejednokrotnie czują się zranieni i opuszczeni, bywają zagubieni i zniechęceni. Właśnie dlatego nie mogą pozostać sami w swoim cierpieniu i boju z ciemnością i złem.
Potrzebują naszych żarliwych modlitw, a nie protekcjonalnych uwag. Potrzebują naszego duchowego wsparcia i słów pokrzepienia, a nie osądu i krytyki. Nade wszystko potrzebują naszej fizycznej obecności pośród nich – zapewnienia, że jesteśmy z Wami jako bracia i siostry w Chrystusie, zjednoczeni Jego miłością.
Jestem głęboko przekonany, że nasz dobry niebiański Ojciec nie chce, aby Jego dzieci na Ukrainie szły osamotnione doliną cienia śmierci. Wrócę znowu do nich, bo w czasie tej wojennej pożogi stali się moimi przyjaciółmi i zwyczajnie nie potrafię siedzieć sobie w swoim wygodnym fotelu, gdy oni toczą tak ciężki bój wiary.
Ratuj wleczonych na śmierć i nie odwracaj się od popychanych na ścięcie.
Gdybyś powiedział: Nie byliśmy tego świadomi,
to wiedz, że Ten, który bada serca, to przejrzy.
Ten, który czuwa nad twoją duszą, będzie wiedział.
On odpłaci każdemu według jego czynu.
Księga Przypowieści 24,11-12
Maciej Wilkosz
Prezes Stowarzyszenia
Głos Prześladowanych Chrześcijan